Blockchain, kryptowaluty i wojna internetowa 1 [Wywiad z Bradem Rotterem]
Rozwój technologii blockchain i kryptowalut stworzył nowe pytania, możliwości i problemy, jakich świat nigdy wcześniej nie widział. Jednak jak w przypadku każdego wyzwania, sięganie do historii w poszukiwaniu lekcji to pewny sposób na znalezienie rozwiązań.
Niedawno rozmawiałem z Bradley Rotter, wiceprezes Rivetz i współzałożyciel Entanglement Research Institute, który ma unikatową historię zarówno w finansach, jak i w blockchainie. Podczas naszej rozmowy podzielił się fascynującymi lekcjami i anegdotami na temat tokenów użytkowych i bezpieczeństwa, barier w powszechnej adopcji oraz „I wojny internetowej” i tego, czego możemy się nauczyć z branży finansowej lat 1980. Wywiad został zredagowany i skrócony dla zapewnienia przejrzystości.
Jedną z pierwszych rzeczy, o których mówiliśmy, było to, że osiągnęliśmy punkt, w którym kryptotokeny stały się najcenniejszym rodzajem danych, jaki obecnie istnieje, ale ogół społeczeństwa nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy.
Najcenniejsze dane na świecie znajdowały się kiedyś w Pentagonie. Teraz już tak nie jest, z dwóch powodów. Po pierwsze, wszystkie dane zostały skradzione z Pentagonu. To niesamowite, ile danych straciliśmy. Nie tylko w Pentagonie, Departamencie Obrony i Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA), ale praktycznie w każdej jednostce, każdej korporacji. A po drugie, jeśli ukradłeś plany myśliwca F39 nowej generacji, to dobrze dla ciebie, jest tylko kilku nabywców. Uważam, że najcenniejszymi danymi na świecie w tym momencie jest klucz prywatny Bitcoina, ponieważ to pieniądz. A zatem cyberbezpieczeństwo związane z ochroną tych kluczy, ochroną tych pieniędzy… to poważne wyzwanie, ale absolutnie kluczowa struktura sieci, jeśli waluta cyfrowa stanie się wszechobecna.
Przechowywanie i bezpieczeństwo waluty od tysięcy lat stanowi priorytet i wyzwanie, a fałszerstwa są problemem od równie dawna. Blockchain zmienił tę sytuację, ponieważ chociaż fałszerstwa w walutach cyfrowych nie są powszechne, można argumentować, że powszechność fałszywych ICO to inna forma fałszerstwa. Pan Rotter podkreślił wagę tego wyzwania.
Wiele mówiłem o tym, co nazywam Wojną Internetową nr 1. To pierwsza wojna w historii, która nie może się skończyć. Nie ma nikogo, kto by się poddał. Nie ma flagi, nie ma stolicy, nie ma sztabu generalnego, nie ma nikogo, kto by się poddał. Co gorsza, to pierwsza wojna w historii, w której stawiamy czoła tysiącom armii, od państw narodowych, gangów przestępczych, organizacji terrorystycznych, aż po pryszczatych nastolatków w akademiku, a wreszcie, co nie mniej ważne, to pierwsza wojna w historii, w której wszyscy stajemy na polu bitwy.
Oprócz tego, że bezpieczeństwo tokenów i transakcji stanowi barierę utrudniającą powszechną adopcję, pan Rotter był przekonany, że Bitcoin, mimo iż doprowadził kryptowaluty do obecnej pozycji, utrudnia kolejną fazę rozwoju branży.
Prawdopodobnie Bitcoin to następny Netscape. Choć jest genialny, koncepcja wydobywania Bitcoinów i wykorzystywania ogromnych zasobów obliczeniowych oraz energii elektrycznej jest cholernie nieefektywna. A natura nie znosi nieefektywności. Z punktu widzenia księgowości używanie Bitcoina lub jakiejkolwiek innej waluty cyfrowej w rutynowych transakcjach to koszmar.
Ostatnia uwaga Rottera o tym, że to koszmar dla rutynowych transakcji, została jedynie lekko poruszona, ale nie można jej nie docenić. Przypomina mi to bestsellerową książkę Geoffreya Moore’a Przekraczanie przepaści, co wyjaśnia, że chociaż odnoszące sukcesy firmy technologiczne przyciągają wczesnych użytkowników przełomowymi produktami, to ich powszechna adopcja odbywa się poprzez pozycjonowanie ich jako stopniowych usprawnień istniejących procesów. Wciąż wiele pozostaje do zrobienia, aby kryptowaluty stały się bardziej dostępne dla przeciętnego użytkownika.
Niedźwiedzie i bycze nastawienie do tokenów użytkowych i zabezpieczających
Tokeny użytkowe istnieją po to, by zagwarantować przyszły dostęp do produktu lub usługi, a nie jako waluta sama w sobie, a mimo to rynek w niektórych przypadkach traktuje je jako instrument inwestycyjny. Pan Rotter podzielił się fascynującą analogią między obecnym stanem rynku tokenów użytkowych a IRU w latach 1980.
W latach 80. istniała bardzo podobna konstrukcja do tokenów użytkowych, zwana IRU. IRU oznaczało niezbywalne prawo do użytkowania światłowodu. Pojawiły się kontrakty futures i opcje, a także firmy tworzące IRU. Firmy te położyły tak dużo kabli na dnie oceanu, aby stworzyć IRU, że zalały rynek. Większość z nich zbankrutowała.
Cóż, to bardzo interesująca analogia do tego, czego doświadczyliśmy zeszłej zimy z tymi tokenami użytkowymi. Aby wyprodukować nowy token użytkowy, nie trzeba wynajmować łodzi ani kłaść kabla na dnie oceanu. Wyprodukowanie nowego tokena użytkowego zajmuje kilka minut. W rezultacie wiele z tych tokenów użytkowych zostało wydrukowanych i wyrzuconych za drzwi. To jest mój pogląd na to, co spowodowało ten ogromny spadek cen w całej branży. Te nowe tokeny użytkowe pochłonęły pieniądze, które w przeciwnym razie zostałyby zainwestowane w Bitcoina i Ethereum, i w rezultacie wywołały presję cenową na Bitcoina i Ethereum, a w zasadzie na cały wszechświat.
W przeciwieństwie do tokenów użytkowych, tokeny zabezpieczające podlegają regulacjom Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), ponieważ ich wartość jest powiązana z aktywem zbywalnym. W przeciwieństwie do tokenów użytkowych, pan Rotter widzi dla nich świetlaną i bardziej namacalną przyszłość.
Jestem bardzo optymistycznie nastawiony do tokenów bezpieczeństwa. Jak mój przyjaciel David Johnston powtarza od lat, wszystko, co może być zdecentralizowane, będzie zdecentralizowane.
Ciekawe będzie zobaczyć, jak globalne rynki i regulatorzy zareagują na fakt, że jest to tylko jeden globalny rynek, nieograniczony granicami. Tak jak ptaki nie widzą krajów o różnym kolorze skóry podczas lotu, tak ludzie będą poszukiwać regulacji, których oczekują, niezależnie od kraju. Pan Rotter podzielił się informacjami od przedstawicieli rządu i ich spojrzeniem na blockchain.
Przedstawiciele rządu i regulatorzy, z którymi rozmawiałem, są zafascynowani koncepcją blockchaina i jego potencjałem regulacyjnym. Marzeniem regulatorów jest posiadanie niezmiennego rejestru, takiego jak blockchain, który pozwalałby śledzić rzeczywistych właścicieli, podatki i zabezpieczać przed nadużyciami, takimi jak sprzedaż krótkoterminowa i tak dalej. Znów, zawsze są dwie strony medalu. Wadą tego nowego paradygmatu jest cyberbezpieczeństwo, o którym już wcześniej mówiliśmy.
Ostatecznie, wielką obietnicą technologii blockchain w kontekście wydatków rządowych i publicznych jest to, że możemy zredukować biurokrację rządową i pozwolić programom działać niezależnie, jednocześnie zapewniając społeczeństwu większe zaufanie i przejrzystość w zakresie funkcjonowania systemu.